Z życia wzięte -Czyli co się u mnie dzieje

Wpis

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Pomoc w ciężkim momencie cz.1

Witajcie moi drodzy :)


Co tam u Was słychać? Jak tam wakacje mijają? Bo u mnie bardzo dobrze :)
Słoneczko co prawda u mnie nie przygrzewa ale i tak mamy piękny sierpniowy dzień
więc tylko się cieszyć :)
Ostatnio miałem sporo na głowie więc przepraszam za brak kontaktu. Na szczęście
udało mi się że wszystkim poradzić więc  mogę już na spokojnie wrócić do pisania.
Nareszcie… bo już się nie mogłem doczekać :)


Dzisiaj opowiem wam o historii którą miałem jakiś czas temu z moim tatą.
Ojciec od wielu lat miał poważny problem ze stawem biodrowym który niestety z
biegiem lat coraz bardziej się nasilał. I rzeczywiście podczas spacerów z roku na rok
tato mógł przejść coraz mniejszy dystans bez żadnego bólu. Jako że chcieliśmy mu
pomóc więc namówiliśmy go na operacje u pewnego bardzo dobrego lekarza. Tato
się zgodził i tak też on i moja mama pojechali do stolicy na operacje.

 

Sama wymiana stawu przeszła na szczęście bez żadnych komplikacji i 2 dni później można

było tatę odebrać ze szpitala. Co też zrobiliśmy. Niestety powrót do domu - czyli z Warszawy
do Elbląga - był strasznie męczący. Pojechałem z mamą odebrać tatę i tak jak zwykle
jedziemy w takie trasy ok 3 godziny, tym razem jechaliśmy z sześć.
Trzeba było podczas tej trasy na wszystko uważać. Jak mama hamowała to nie za mocno
bo ciało przecież mimowolnie podczas takiej akcji idzie do przodu a to oznacza że jest
nacisk na nogi - może dla osoby zdrowej takie delikatne hamowanie i związana z nią
reakcja jest nawet niezauważalna ale dla mojego taty który był dopiero po operacji jest
ogromną torturą. To samo było z dziurami na drodze, na nasze szczęście jadąc głównymi
drogami rzadko można było znaleźć dziury na trasie ale kiedy zjeżdżaliśmy na jakieś drogi
poboczne - bo akurat na głównej musiało dojść do dużego wypadku i policja zablokowała
drogę - jest już spora szansa na znalezienie kilku po drodze. I to całkiem sporo.
Jadąc więc taką drogą moja mama starała się jak tylko mogła żeby omijać wszelkie
niedoskonałości drogi a przy tym musiała bardzo wolno jechać żeby mój tato nie miał
dodatkowego cierpienia. Ludzie omijali nas oglądając się za nami ze wściekłością w
oczach myśląc sobie zapewne w głowach słynne stereotypy o “babie za kółkiem”.


Dodatkowo co jakiś czas musieliśmy stawać na stacjach żeby mój tato mógł chwilę
pochodzić po parkingu i rozruszać staw - noga po takiej operacji szybko sztywnieje i
traci czucie. A co za tym idzie, trzeba było mu pomóc wyjść z samochodu - co w tym
przypadku było nie lada wyczynem. Chodzi o to że noga po tak krótkim czasie po
operacji jest jeszcze bardzo mało sprawna i tata aby wyjść z samochodu potrzebował
mojej i mamy pomocy. Trzeba było powolutku wyciągnąć chorą nogę na zewnątrz,
potem odsunąć siedzenie maksymalnie w stronę deski rozdzielczej a następnie tata
z naszą pomocą i kul wstawał na równe nogi. Potem przy wsiadaniu było równie
dużo zabawy.

 

C.D.N

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
spencer42
Czas publikacji:
poniedziałek, 13 sierpnia 2018 21:56

Polecane wpisy

Kanał informacyjny

www.counterliczniki.com